Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Kiedy trafiłam na terapię, byłam młodą, niespełna 30-letnią dziewczyną, której się wydawało, że życie się kończy… lub przynajmniej na zakończenie zasługuje. Byłam sama – to była moja przewodnia myśl od wielu lat, która definiowała wszystko inne. Dopiero teraz widzę jak płytkie i puste to było i jak wiele wymiarów ma świat, i że choć bycie samemu wiele drzwi zamyka, to równie wiele otwiera. Będąc w związku jest w gruncie rzeczy tak samo…
Moja terapia trwała długo – było raz lepiej, raz gorzej… Były też takie okresy w których wątpiłam w jej skuteczność. Teraz myślę, że to normalne i że ten proces wymagał dokładnie tyle czasu, ile na niego poświęciłam; niczego się nie da przyspieszyć. Postawa, którą budowałam w sobie latami, nie mogła tak po prostu, z wizyty na wizytę się zmienić… Teraz myślę, że terapeutka  od początku umiała mi pomóc, jednak- żeby zmiana we mnie była trwała- musiałam dojść do tego sama! W końcu, z pomocą terapii, nauczyłam się nie tylko otwierać na związek, ale przede wszystkim  cieszyć  moją ”wolnością”. Dotarło do mnie, że wcale nie jestem gorsza! Paradoksalnie, właśnie wtedy kiedy zaczęłam kochać siebie i akceptować stan, w którym jestem – zmieniło się wszystko…
Teraz jestem inną osobą – pełną pasji i planów, cieszę się życiem i choć nie wszystko zawsze jest idealnie, to wiem jak pracować nad sobą i umiem zmierzać się z moimi emocjami.  Nauczyłam się nie tylko dawać, ale i brać miłość – dzięki temu jestem teraz w szczęśliwym związku, a wkrótce urodzi się moje pierwsze dziecko, nasz syn.
Wiem, że zmianę, która we mnie zaszła zawdzięczam sobie samej. Jednak nie wyobrażam sobie, aby to wszystko wydarzyło się bez pomocy terapii .
Anna